Dużego Cichego Kroniki Mikaszówki
Lato 1988
Lato 1989
Lato 1990
Lato 1991
Lato 1992
Lato 1993
Lato 1994
Lato 1995
Lato 1996
Lato 1997
Zakończenie 1
Lato 1998
Lato 1999
Lato 2000
Lato 2001
Lato 2002
Zakończenie 2
Literatura
do druku...
(1.57MB / 98str.)

MIKASZÓWKA XIV

ROK 2002
Czyli kilka słów na temat...

Tegoroczna kolonia zuchowa trwała od 27.06 do 11.07, wcześniej tydzień kwaterki, a obóz właściwy trwał jeszcze tydzień dłużej czyli do 18.07.
Tym razem jechałem na obóz jako opieka dla dzieci w autokarze. Z przejazdem wiąże się anegdotka kiedy to część końcowa autokaru wykazywała zdecydowanie nadmierne ożywienie. Nie reagowali na uwagi opieki. W końcu wstałem i podszedłem do delikwentów. Poprosiłem o spokój, bo jak nie, to, jak to ująłem delikatnie: "skręcę karki". Przez jakiś czas był spokój. Potem jednak natura zaczęła brać górę nad instynktem obronnym. Wtedy parę razy milcząco patrzyłem na koniec autokaru. Widząc i czując mój wzrok jedni po drugich cichli, a gdy ucichli zupełnie jak jeden mąż pokazali palcami na sąsiadów i krzyknęli: "to nie ja, to oni zaczęli". Jakoś dojechaliśmy na miejsce...
Na miejscu pierwszą osobą która mnie dopadła był Krzyś Goleń. Bardzo zależało mu na tym abym obejrzał umeblowanie kolonijki i latrynę zuchową. Miał stres, gdyby mi się by coś nie spodobało... ale wszystko było ekstra, a latryna na 5 +. Trzy dni chodził dumny i blady :):):). Po środku placu apelowego stał wielki "Fallus Erektus" czyli niebieskawy grzybek, który pełnił różne funkcje dekoracyjne oraz informacyjne. Grzybek Papy Smerfa został starannie wycięty ze sklejkowej płyty przez Krzysia i Rafała, kolor niebieski na szczycie nadany został przez Ole i Magdę. (Nie prawda, że był siny z bólu... - jak twierdzą oponenci).
Wystrój komendy zbudowałem sam, stworzyłem ekskluzywny klubik na pół dużej dychy. Spotykali się w nim wszyscy, którzy w jakikolwiek szukali schronienia przed rzeczywistością, grając do późna w nocy w czarnego Piotrusia, kartami pożyczonymi od jednego zucha. Tu trzeba przyznać rację Marcinowi B.: "Było to centrum kulturalno-towarzyskie dla całej okolicy."
Warto zanotować, że komendą obozu harcerskiego był kurnik, gdzie męska część kadry (Mały Cichy, Brat, Wiktor) spała na górze na dole był salon towarzyski. Kobiety (Julia Budziszewska, Kasia Wojdyna, Asia Popis, Magda Cieślak) spały w elegancko urządzonym namiocie położonym obok. Potem była dzielnica willowa, przez jej środek biegła "Ulica 5-ciu po ciszy", którą zamykał męski namiot Druidów. Miał on dwie fajne sprawy:
Pierwsza: była nią centralka telefoniczna służąca do łączenia linii komenda harcerska - kuchnia. Czasem można było spotkać Julka jak schylony biegał zygzakując pod ostrzałem wroga i dzielnie naprawiał zarwaną i uszkodzoną linię.
Druga: hmm... Jedyna droga do damskiej latryny wiodła przez namiot męski. Ciekaw jestem czy często spotykali się z aktami desperacji kobiet w potrzebie...
Ale dość już kadzenia.

 

23.06.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Nie wiemy ile nas jest i jak zwykle jedziemy z dworca Zachodniego.(...) po drodze Mały Cichy opowiadał kawały, a bracia Rebejko >>kotłowali się<< z Weroniką..." Po przyjeździe "na miejscu rozstawiono namioty. Zgodnie z instrukcjami Druha Pytlaka: >>Rozstawcie 3 duże dychy, równolegle do drogi, prostopadle do drogi, nie impregnowane, ale nie do za impregnowania<< i tak oto stanęły podwaliny późniejszej kolonijki zuchowej."

24.06.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Kopiemy doły"

25.06.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Budujemy latryny w trzech podzespołach: Spider, Olek & Olek; Rafał, Krzyś, Arus, Jasio; Agata Gosia Jula"

26.06.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Stawiamy Kuchnię i kończymy kolonijkę zuchową".

27.06.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Dzisiaj dojechali pozostali uczestnicy obozu. (...) nieliczni szczęśliwcy pytolotem koloru pomarańczowego. Z busem był pewien problem, lecz ostatecznie po ciągłym trzymaniu lusterka, naprawieniu migacza, wymianie tylnego ogumienia i zatankowaniu, udało się dzielnej grupie dojechać do obozowiska [przez pewien czas nie działały hamulce, ale to nie wymagało naprawy]"
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Przedpołudnie wyjazd i dojazd do Smerfowa" słońce i potem deszcz.

28.06.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Pada i nic nie możemy zrobić"
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Mycie, porządki itp." Deszcz ja wyjechałem wieczorem na ślub Kasi Grzejszczyk. Ślub odbył się 29.06. w Warszawie na Jelonkach. Dumnie choć nie wyspany reprezentowałem harcerską brać. Poza mną imprezę zaszczyciła Ania Matysiak i Joasia Pawłowska, która przybyła specjalnie z Londynu. A sam Ślub był piękny.

29.06.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Ha mamy żerdki i możemy pracować... co nie zmienia faktu, że i tak cały dzień się obijamy i dopiero po zwróceniu uwagi przez dh Jarka wzięliśmy się do roboty..."
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "obrzędowe rozpoczęcie kolonii zuchowej". Słońce na przemian z deszczem. Druh Jarek ścigał nas przez pół kolonijki o totemy przed namiotami. Chłopcy woleli robić sobie deskorolki z desek i kawałków żerdzi niż totemy. Tu warto rzec może parę słów o kadrze kolonijki. Kadrę miałem dobrą, najlepszy był Krzyś, choć miał wadę, nie poderwał, sobie żadnej kobiety i hormony go rozpierały, po prostu chodzący czysty sex. Zadowolony jestem z Magdy, choć fakt, że szukałem jej po lesie z Małgosią Zwierzyńską okryje milczeniem. Wiele się przez to nauczyłem, a i warto tu podziękować Małgosi za jej wkład w uśmiech Magdy... Rafał i Ola nie zasłynęli z większych ekscesów, co im poczytuję za plus. O mnie mówiło się, że chodziłem cały czas wkurzony, ale to nie prawda, po prostu miałem smutna minę, ale nie byłem zły. Wyszedłem z założenia, że jak ma się coś złego stać to lepiej być zawczasu gotowym.

30.06.2002
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Kościół wieczorem ognisko otwierające zgrupowanie" chmurki i słońce.

01.07.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Wielkie otwarcie obozu (...) Była gra na której patrole Scytów, Hunów i Gotów miały za zadanie zdobyć terytoria nieznanych wschodnich kresów. Wygrali Scytowie (...) po południu rekreacja (...). Krótka prezentacja: Drużyna Brata -- ZOO, Obrońcy prawa, Wysypisko; Drużyna Cichego -- MZK, Urząd Komunalny Mikaszówka, Tworki; Drużyna Julki: TPS-a, CH, Zielony Rój."
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Uroczyste otwarcie obozu i apel całego zgrupowania, zuchy po śniadaniu idą do lasu na jagody (chłopaki walczą w okopach) wieczorem zuchy gotują na ognisku kolację" pochmurno i deszcz. Chłopcy cały obóz z kimś walczyli... W wolnym czasie bawili się w wojnę i majstrowali sobie z plecaków radiostacje, a z kijków karabiny. Sam zrobiłem im kilka na wzór. Natomiast dziewczynki ... cóż któregoś dnia na ciszy poobiedniej obudziły mnie odgłosy czkawki i pijackiego bełkotu. To moje zuchenki rozpijały Fantę i bawiąc się w alkoholików...

02.07.2002
Jak podaje kronika Druidów: "zawody w podchodach i mycie lub pranie. W podchodach zwyciężył Skład Olo T. Yasioo / Agata Kicu"
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Gra że smerfy trafiają do lasu Gumisiów" Odkrywamy, że mycie seryjne nad kanałem jest szybsze i sprawniejsze..." słońce cały dzień.
Zastosowaliśmy tu metodę dzieci w szereg i zbiorowe oblewanie woda z misek. W ten sposób była gwarancja, że dzieci były umyte po równo i średnia brudu spadła w kolonii o 25%.

03.07.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Zaczęła się mafia". Zwiad "Kulminacyjnym momentem zwiadu było przekroczenie progu GS-a w Mikaszówce. Po południu Bąbelki." Permanentna mafia to była jedna z fajniejszych gier, którą wymyślił mój brat Grześ, cały obóz gra w mafię. Dzień to dzień a noc to noc. Byłem w mafii i dopadli mnie na sam koniec gry, (choć mafia w sumie wygrała). Po śmierci ojca chrzestnego (Yasio) to ja wydałem wyrok i jak na co dzień zabijaliśmy dwie osoby, tak w czasie Kryształowej Nocy na wioskę spadł samolot i wykosiliśmy 12 osób w tym trzech detektywów. Tego dnia miałem naprawdę dobry humor, zwłaszcza, że z gry odpadło dwa i pól namiotu na raz.
Pan Piotr był biskupem. Piciu namawiał tłum, że on jest z mafii mówiąc, że Biskup zszedł na złą "ścieżkę". Czapa dla Picia to była kwestia kilku mrugnięć okiem. Wyroki zbierało się po nocy, wyrywając na pięć po ciszy Bodzia czy Olafa. Męska część Druidów była w mafii i trochę mi zajęło przekonanie ich, że ja też jestem. To była całkiem zabawna sytuacja kiedy próbowałem zebrać podpisy pod wyrokiem ściemniając jak się dało. Potem było łatwiej. Był też przypadek kiedy jedno dziecko jako detektyw przyszło do mnie w całkowitej wierze, że jestem inspektorem i niechcący wsypało resztę... Tu warto podać że policja zabiła Krzysia Golenia i to w zasadzie była jedyna poważna strata w kadrze kolonijki... (Krzyś był szarym obywatelem miasta - myślę, że chodziło o jakieś sercowe porachunki czy niezapłacone długi z kwaterki...)
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Wycieczka do lasu przez chaszcze i kleszcze.." słońce.
Tego dnia wmówiłem wszystkim dzieciom, że w Kanale Augustowskim pływa polski gatunek słodkowodnego krokodyla. Dorasta on do 1,5 metra długości i ma szarozielony kolor. Poluje na łabędzie, ale unika ludzi, bo jest płochliwy... Inny przekręt o podobnym ciężarze gatunkowym wykonałem już indywidualnie. Na koloni był sobie zuch Igor. Igor był skejterem, który nawet mundurek nosił do kolan. Mały Igor był hipochondrykiem i codziennie biegał do piguły po coś na pryszcze, kleszcze, czkawkę i kaszel. Pewnego dnia przybiegł do mnie z dwiema krostami na obu nadgarstkach. Były one dokładnie w tych samych miejscach. Obejrzałem fachowo i stwierdziłem, że nie mogą być to stygmaty, bo nie są to rany na wylot. Ale w swoim szaleństwie zapytałem się czy dużo ostatnio jadł Mc Donalda. Igor stwierdził, że jak to sam określił "jechał" na takim żarciu przez ostatni miesiąc, bo mama robiła prawo jazdy i nie miała czasu gotować. Stwierdziłem, że wątroba mu siadła, dzieciak się przeraził, no bo jak, to tak. Zapytałem, czy wie co to jest akupunktura, powiedział, że wie i że chodzi o nakłuwanie ciała z zamiarem leczenia narządów. "I widzisz - powiedziałem - Z chorobami jest na odwrót siadła Ci wątroba i dostałeś mikrowylewu na nadgarstkach w miejscu gdzie się leczy wątrobę". Dzieciak był tak zakręcony, że obiecał mi, że nie weźmie już nigdy Mc Donalda do ust. Całkiem dobrze się bawiłem, naprawdę.
Tego dnia po przejściu moja ulubioną trasą przez las dzieci faktycznie miały troszkę więcej kleszczy, które wesoło wydłubaliśmy. A i nieprawdą jest, że tzw. Kleszcze jelenie nie atakują ludzi. Ja miałem takiego a był on duży i brązowy...

04.07.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Marsz na Rzym" przerywa burza i "resztę dnia przesiedzieliśmy w namiotach, a w szczególności w śpiworkach (no większość - Ja ze Spiderem znaleźliśmy lepsze deszczowe rozrywki) - Kicu"
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Zajęcia z harcerzami... - cytat "Deszcz jest zły". "Dzień upłynął na improwizacji harcerze nie przygotowali się dobrze. Nie ufam im. Komendant kolonii M. Cichocki", słońce a potem burza.

05.07.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Dzień Mistrzów"
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Zuchowy kurs przybocznych gra gonimy Gargamela i dzieci uczą się piosenki na festiwal świeci słońce".
Tego dnia przeprowadzono mikro kurs kadry zuchowej. Ja prowadziłem zajęcia z bezpieczeństwa i odpowiedzialności. Powiedziałem, że między innymi, przyboczny zuchowy musi mieć oczy dookoła głowy i być szybszy w wymyślaniu pomysłów niż dziecko. Rafał przekonał się jeszcze tego samego dnia na własnej skórze o czy mówiłem. A było to tak. Wojtuś majstrował coś w kącie placu apelowego przy pomocy gwoździ i małego młotka. Potrzebował większy wektor siły więc poprosił druha Rafała o pomoc. Ten bez namysłu podał mu z pepoża cięższy młotek. I odwrócił się plecami do Wojtusia, który w tym czasie pierwszym uderzeniem przy dzwonił sobie w palec tymże młotkiem. Może dało by się ten fakt ukryć, ale Wojtuś idąc na kolację tryumfalnie pochwalił się Druhowi Jarkowi swoją raną...

06.07.2002
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Ziemniaki - horror i nuda... wieczorem smerfo - olimpiada słońce."
Jak podaje kronika Druidów: "dokończenie gry terenowej z Rzymianami, a popołudniu Otrzęsiny -- 10 metrów na rowerze z zamkniętymi oczami; tunel śmierci; bar sałatkowy; Poszukiwanie skarbów; Most linowy; Wodowanie; Tron i obiecanka".
Ach, cóż to były za otrzęsiny. Jazda na rowerku z zamkniętymi oczkami całe dziesięć metrów. Potem tunel niby nic, ale klasyczna woda, szyszki, obierki, mąka i wiszący młotek robią swoje. A wszystko zmajstrowane z zapałek namiotowych, takie fajne ażurowe. Jedzonko naprawdę niezłe i o dziwo bez "dodatków", jednak stres i psychoza robiły swoje, może jednak nikt nie ufał Małgosi Z. w kwestii gotowania :):):). Kasia Wojdyna męczyła ludzi o pieniążek, którego wcale w tym błocku nie było, a jednak udawało się go za każdym razem znaleźć... Most linowy - majstersztyk. Najpierw z zamkniętymi oczami podnosiło się "ofiarę" parę centymetrów nad ziemię potem podsadzało na małpi most i krzyczało leżąc lub klęcząc na ziemi co dawało efekt jakby człowiek poruszał się na wysokości pierwszego piętra. Tylko Bodzio rozciągnął most tak, że szedł po ziemi, przeczołgaliśmy go po glebie bez żadnej ściemy. Na końcu kąpiel - klasyczny wrzut do wody. Potem oczekiwanie z kartą trasy w łapce i obiecanka z pocałunkiem w kolano. Naprawdę organizatorom głównie Druidom i osobą towarzyszącym należą się duże brawa...

07.07.03
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Impreza na Kudrynkach, koszulki w Kościele binduga i w ogóle impreza na maxa. Gry po lesie, dysco, harcerze kontra sanepid a tak w ogóle to świeciło słońce."
To był dzień zamknięcia wytężonej pracy obozu naukowego. Opracowali oni naukowo kawałek dotyczący śluzy Kudrynki. Zaczęliśmy od mszy w kaplicy w Rudawce. Zuchy były z niebieskich koszulkach obrzędowych, co zostało dostrzeżone przez księdza ku uciesze gawiedzi. Dzieci były naprawdę dumne. Koszulki sprawdziły się jeszcze na bindudze Kudrynki gdzie wśród tłumu dzieci można było szybko wyłowić nasze pociechy. Potem krótki przemarsz i prezentacja osiągnięć obozu naukowego na śluzie. Gdzie było kilku miejscowych przedstawicieli władz samorządowych. Nie wiem, dlaczego przy każdym pomniku przyrody, czy też ciekawym egzemplarzu drzewa uczestnicy powtarzali, że to akurat drzewo było świadkiem wojen, stanu wojennego i np. wyboru Jana Pawła II na papieża. A co jeśli drzewa rosły sobie tam w całkowitej nieświadomości ? Pozostawię to kornikom...
Po tym wszystkim odbyła się impreza na bindudze. Były gry przyrodnicze, niełatwe, miałem pewien problem z rozwiązaniem, ale nadrobiłem to wynosząc z lasu parę wnyków. Wieczorem małe dysco, pamiętam, że muzyka była nie koniecznie dla małych dzieci... a tak w ogóle to w tle obozowali Zawiszacy. Mieli fajny obóz postawiony bez jednego gwoździa. Jedynym mankamentem był brak zgody na obóz, różnych władz w tym sanepidu... Wieczorem my mieliśmy wspomnianą dyskotekę a oni harcerskie ognisko. Tak różnie bawi się nasza harcerska brać.

08.07.2003
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Gra po lesie i festiwal" nadal świeci słońce. Festiwal był na nowym miejscu, prowadzony przez Druidów. Pamiętam Spidera i Olka i ich "MTV - Squat What?". Nie wiem, czy ktokolwiek zwrócił uwagę na przepiękny zachód słońca, na tle niebieskiego nieba i paru obłoków. Pamiętam fajny nastrój tej imprezy. Krótko rzetelnie bez dodatkowej okrasy. Wiem, że dh. Jarkowi nie spodobał się pomysł zjazdu na linie, ale Marcin nie dał drugiego karabińczyka czy też liny asekuracyjnej, i coś takiego mogło się skończyć fatalnie dla prezenterów lub widzów będących pod spodem.

09.07.2002
Jak podaje kronika Druidów: Rajd
Cały obóz był pusty, cicho, spokój nie ma mafii, podejrzliwych policjantów i przerażonych ludzi przemykających pod ścianami...
Jak podaje książka pracy kolonii zuchowej: "Zuchowe zakończenie kolonii zuchowej wręczanie sprawności"
Tego dnia siedziałem w obozie i malowałem sprawności. Dosłownie. Nie było Smerfów, więc musiałem przemalować Gumisie. Tak powstałe unikalna seria ręcznie malowanych sprawności, nie miały zabawki niespodzianki i czekolady z mlekiem, ale też się podobały i niektóre zuchy noszą ja z duma do dziś.
Wieczorem było ognisko kończące kolonię zuchową. O ile dobrze pamiętam było ustawione tylko z brzozy. Tego wieczoru wręczyliśmy mnóstwo sprawności, obecna była nestorka ruchu zuchowego w naszym szczepie, Asia Kwiatkowska. Samo ognisko było typowo harcerskie, ale być może przez to niezwykłe i doniosłe.
Wieczorem już nie miałem wyjścia, Amadeusz dostał mydło, bo już nie wiedziałem co mu powiedzieć tak szpetnie przeklął...

10.07.2002
Tego dnia podjechał pod obóz wielki pomarańczowy autokar. Wszystko w nim trzymało się w nim na farbę (był z 1971 r). Nie martwiłbym się tym tak gdyby nie tekst kierowcy, że będziemy jechać drogami gdzie nie ma policji...
Pojechaliśmy aby przejechać się kolejką wąskotorową w Płocicznie. Maja tam kucyki, sklep z mnóstwem "Tymbarków" oraz naprawdę fajnie urządzone muzeum. Po krótkim pobycie na stacji zapakowaliśmy się tak sprytnie do wagoników, że w pierwszym jechała mocna ekipa (bez dzieci) i beztrosko grała w czarnego Piotrusia, całą drogę. Po drodze minęliśmy machających Druidów, którzy po krótkim pościgu wsiedli do naszego wagoniku i zrobiło się ciasno...:):):). Dojechaliśmy do miejsca, którego nie zna mapa i tam Julek mógł pojechać z maszynistą ciuchcią, która zabrała biednych Druidów z powrotem i musieli biedactwa wracać na piechotę. Ja po raz pierwszy w życiu jechałem kolejką wąskotorową.
Wieczorem, odbyła się rada podsumowująca wszystko, skupię się tu tylko na kolonijce, resztę okryję milczeniem. Kolonijka była bardzo udana, zrealizowano około 3/4 założeń. Był utrzymany wzorcowy porządek, tu zuchy prześcignęły harcerzy i niektóre harcerki. Kadra kolonijki była zdyscyplinowana i dzielnie radziła sobie z obowiązkami. Zdobyła dużo potrzebnego doświadczenia. Nie musiałem interweniować w żadne zajęcia. Tak więc z godnie z obietnicą daną przed kolonijką trzymałem się z boku i w zasadzie byłem nie potrzebny. Ten świat i Ci ludzie radzą sobie świetnie beze mnie.
W nocy odbyła się Noc Duchów, dla zuchów i harcerzy. Skończyła się około drugiej w nocy. Niebrałem w niej udziału, ale wiem, że dzieciaki były zadowolone.
Cytat wieczoru: "Druh Komendant pozbył się mojego pudełeczka ze śpiącą w nim zapałką ! To jest, było straszne, ja mu tego nie zapomnę!!!! (dh Magda...)
Z pamiętnika Cichego (Odcinek 3465) >>... Rankiem obudził mnie głuchy stukot, zobaczyłem jak zalane stearyną pudełko skakało po stole. Gdy spadło na ziemię coś jęknęło. Przez moment nie działo się nic, ale na wszelki wypadek sięgnąłem po młotek. Wtedy wierzch pudełka przebił pazurek i rozpruł go. Z pudełka wyjrzało coś golemo podobnego. Popatrzyło się na mnie i pokazało mi w 21 językach co myśli o swoim więzieniu. Potem obróciło się i podbiegło do poły uchyliło ją i zniknęło gdzieś w ciemnościach nocy. Spojrzałem na zegarek była 4:35 rano" (dh Cichy)
To jest wielka bzdura! To była moja zapałka i wiem to na pewno - ona by mnie nie opuściła !!!(dh Magda)
A jednak... (dh Cichy)
31.30.2003 Z perspektywy czasu: I tak uważam, że Druh wyrzucił pudełeczko w którym grzecznie spała moja kochana zapałeczka (dh Magda L.)
06.04.2003 Droga Magdo... wiem co widziałem i wiem, że zapałka wybrała wolność, nawet jeśli zamarzła przez 7 miesięcy zimy..."

13.07.2002
Rano odbył się apel ogólno obozowy, na którym zakończono kolonijkę i obóz naukowy.
Podróż odbyła się bez większych kłopotów.
Jak podaje kronika Druidów: "13 dzień obozu".

16.07.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Repionierka".

18.07.2002
Jak podaje kronika Druidów: "Powrót Druidzi - jechali pociągiem".

 
   

Zakończenie